sobota, 23 maja 2015

Rozdział 11 '' Gdzie jesteśmy? "

Melanie

Nie wierzę on nie mógł mi tego zrobić! To nie możliwe. Trudno to już przeszłość tera liczy się przyszłość. Powiedziałam Annabeth co mam zamiar zrobić. Chciałam wrócić do Waszyngtonu. Znaleźć mamę, powiedzieć, że żyję i zabić za ukrywanie tego, że mam brata.
- Ale proszę nie mów nikomu gdzie się wybieram.
- Okey. Ale weź plecak z zapasami. - Ann podała mi czarny plecak.
- W środku znajdziesz ambrozję, nektar, trochę drachm i pieniędzy śmiertelników, sweter i jeszcze pare potrzebnych rzeczy.
- Dzięki.
- I '' pożycz '' też Mrocznego. To pegaz mojego chłopaka Percego.
- Nie pogniewa się??
- Kto?? Glonomóżdżek?? On by się nie pogniewał na swoją dziewczynę, a wracając do tematu Mrocznego. Powiedz mu, że przysyła cię Annabeth i w plecaku znajdziesz cukier jakby nie chciał słuchać.
- Dzięki Ann! - powiedziałam i przytuliłam ją - Nikt nie zrobił dla mnie tak wiele jak ty.
- Ty nie rozczulaj się! Zmykaj będę cię kryć dopóki oni sami się nie domyślą gdzie jesteś.

Jonathan

Stałem na plaży. Z czerwonymi od płaczu oczami.
- I co!!!  - zacząłem wrzeszczeć - Co tak siedzicie na tych swoich czterech literach!!??!! Wogóle się nie przejmujecie tym co się dzieje z waszymi dziećmi!!! Jak tak ma wyglądać życie półboga to ja dziękuję!! Straciłem dziewczynę do której coś czułem przez was. Przez te wasze cholerne spory!! A tak na przykład Atena i Posejdon też się nie lubią a jakoś dali radę wytrzymać w zgodzie dla ich dzieci!! A ja!! Ja mam matkę która nie wiem po co mi jest. Ona kłuci się tylko z Apollem i nawet nie popatrzy w dół!!! Jaka matka tak robi??? Może jesteście bogami ale dobrymi rodzicami nigdy nie będziecie!!
To było ostatnie słowo które powiedziałem i poszedłem do swojego domku się spakować i szukać Melanie.

Melanie

Leciałam nad Białym Domem ( tak udało mi sie przekupić Mrocznego ). Po pięciu minutach wylądowałam na ganku mojego zrujnowanego domu. Mama jak widać nic z tym nie zrobiła i kupiła albo wynajęła jakieś mieszkanie w centrum. Nie miałam innego wyboru musiałam lecieć do babci mojej przyjaciółki. Wtedy zaatakował mnie najdziwniejszy potwór jaki kiedykolwiek widzałam. Był cały czarny a zamiast oczu miał gwiazdy. Na ciele widniały konstelacje. Na moich plecach pojawił się kołczan pełen strzał, a w ręku trzymałam łuk. Napięłam cięciwę i wypuściłam sterzałę. Trafiłam w samo " oko ". Potwór ryknął ale sie nie zmienił sie w ten złoty proszek.
τι στο καλό είναι ένα απαίσιο τέρας;  - powiedziałam sama do siebie. Potwór zaatakował zrobiłam unik, a ta tępa pała walnęła w drzewo. Teraz miałam szansę napięłam cięciwę i wypuściłam strzałę. Trafiłam, a potwór zmienił się kupkę złotego prochu. Jak mój luk i strzały zniknęły obok mnie pojawiła się złota kula. Widziałam tylko jasność jak znowu otworzyłam oczy ( noe wiem kiedy je zamknęłam ) byłam w..... San Francisco. Czekaj!! San Francisco?? Co ja tu robię?? Precież droga z Waszyngtonu do San Francisco trfa 4 godziny samolotem, a ja tu sie znalazłam w niecałą minutę. Co jest z tym moim przeklętym życiem?? Stałam tak z pięć minut i obserwowałam co dzieje sie wokół mnie. Jak po raz 10 się odwracałam o mało nie uderzyłan w stojącą za mną osobę. Chłopak miał około 170 centymetrów, a na przed ramieniu miał wypisany napis SPQR a nad nim płonący młot.
- Ekstra - mruknełam.
- Kim jesteś i dlaczego wyglądasz jak byś zobaczyła ducha??
- Melanie Brown. Córka Apolla. Byłam w Waszyngtonie, a nagle znalazłam się tutaj. A ty?
- Jestem... - nie dokończył bo jego wzrok zatrzymał się na mojej szyji. Popatrzyłam w dół. Na szyji miałam zawieszony naszyjnik z moją broszką. Raczej byłą broszką. Jak widać Europia potrafi zmieniać kształty. - Chodź! - powiedział i pociągną mnie za ramię. Przeszliśmy przez ulicę a Mroczny poszedł za mną. Jak staliśmy pomiędzy tunelami pojawiły się drzwi. Szliśmy ciemnym korytarzem. Na końcu jednak wyszliśmy na polanę. Przed nami wiła się mała rzeka, a za nią widać było jakieś miasto.
- Gdzie my jesteśmy??
- Witaj w Obozie Jupiter  Graeca femi - powiedział.
 - Super! Ale nadal nie powiedziałeś kim jesteś!
- A tak jestem Caleb syn Wulkana. Rzymski odpowiednik Hefajstosa.
- Czekaj! Rzymski?? To znaczy że jest jeszcze jeden obóz dla półbogów??
- Tak!
Szliśmy rozmawiając o moim i jego życiu. Dowiedziałam sie że należy do 3 kochorty i zabiera mnie do pretorów. Do Reyny Arellano i Franka Zhanga. Byliśmy przy namiocie pretorów gdy Mroczny wstawił swój łeb do środka. Usłyszałam głos chłopaka który ze zdziwieniem zapytał. 
- Percy??
Musiałam siłą odciągnąć Mrocznego by Caleb mógł spokojnie wejść do środka.
- Przepraszam, że przeszkadzam ale przyprowadziłem córkę Apolla, która jest...
- Jak się nazywa?? - mowę chłopaka przerwał ostry kobiecy głos.
- Jestem Melanie Brown. Córka Apolla i Smocza Pani. - powiedziałam i weszłam do namiotu.
- Skąd masz tego pegaza?? - zapytała dziewczyna.
- Porzyczyłam od Percego Jacksona.
- Znasz go osobiście?? 
- Nie zdąrzyłam go poznać ale znam jego dziewczynę Annabeth Chase.
- Jak się tutaj zalazłaś??
- No więc... Opowiedziałam całą historię, a Reyna zabrała mnie na przechadzkę po  jak się później dowiedziałam Nowym Rzymie. W pewnym momencie zatrzymałyśmy się przed małym mieszkaniem w wielobarwnym ogrodzie.
- Na razie będziesz mieszkać tutaj. Nie chcę cię przyjmować do obozu z powodu tego, że chłopak przed którym uciekasz na pewno będzie chciał cię odzyskać. Na razie Caleb będzie cię owiedzać i przynosić najnowsze wiadomości. Jak zgłodniejesz wszystko znajdziesz w lodówce.
Podziękowałam i weszłam do tymczasowego domu. Był wspaniały. Dom był dwu piętrowy i bardzo nowoczesny. Znajdował się na skraju lasy i ogrodu Bachusa. Na tyłach był spory taras z basenem.

W środku pokoje były pomalowane w kolorach berzowych. Tylko jeden był czerwono - szary. Tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam, że to właśnie w nim będę spać.

Na biórku stał iMac, a na ścianie wisiała gitara. Rzuciłem plecak na łóżko i zaczęłam wyjmować rzeczy. W środku jak już pewnie wiecie znalzłam czekoladę-ambroję, termos-nektar, pieniądze śmiertelników i złote drachmy, trzy podkoszulki jeszcze z obozu herosów ( teraz to będę się odznaczać ), miętową i czarną bluzę z kapturem, dżinsy i krótkie spodenki oraz czapkę jankesów?? Po rozpakowaniu chciałam zadzwonić do Annabeth przez iryfon. U mnie na zegarku była 6.00 więc u Annabeth jest gdzieś 9.00. I nie zastanawiając się czy ją obudzę wrzuciłam jedną złotą drachmę w tęczę i powiedziałam.
- O Irys bogini tęczy. Przyjmij moją ofiarę i pokarz mi Annabeth Chase. Obóz Herosów.
Obraz zafalował a ja zobaczyłam śpiącą na jakiś planach Annabeth.
- Ann wstawaj! - powiedziałam.
- Hej Melanie! Gdzie jesteś??
- W Obozie Jupiter.
- Co?? Jak ty sie tam znalazłaś??
Opowiedziałam wszystko co mi się zdarzyło i zapytałam o czapkę jankesów.
Annabeth powiedziała mi, że cały mój domek i Łowczynie Artemidy mnie szukają. 
- Co Artemida i Łowczynie?? Cholera!!
- No właśnie!!
- Wedzą gdzie jestem?? 
- Jeszcze nie. Na razie poszukiwania są tylko do okolic Chicago. Ale za jakieś trzy może cztery dni znajdą cię na bank. Uważaj na Jonathana on jest z nimi.
- Dzięki - powiedziałam i zerwałam połączenie. Byłam strasznie głodna więc zrobiłam sobie coś do jedzenia i potem poszłam się ogarnąć.

&&&&&

Spacerowałam po Nowym Rzymie. Dwa razy natknęłam się na dzieci Marsa, które były zadziwiająco natrętne. Pokonałam ich w niecałe pięć minut i poszłam sobie na kawę. Siedziałam sobie w kafejce i myślałam o tym, że Jace zmobilizował też Łowczynie do odnalezienia mnie. Z zamyślień wyrwał mnie głos Caleba.
- Hej jak tam mieszkanie??
- Skąd wiesz?? 
- Reyna mi powiedziała, a teraz gadaj dlaczego jesteś taka nie obecna?? 
- Myślę!
- Acha. Musisz poćwiczyć nad wymówkami bo nawet pięciolatek by ci nie uwierzył. Chodź pokaże ci fajne miejsce.


Hej miśki!! Oto ja!! Hurrrra!! Teraz kilka przepraszam:
Przepraszam, że tak późno,
Przepraszam, że taki krótki,
Przepraszam, że taki gówniany teraz pare tłumaczeń:
 
Graeca femi - greczynka z łaćińskiego
τι στο καλό είναι ένα απαίσιο τέρας; - co to za cholerny potwór?? Ale nie jestem pewna więc jak chcecie to sprawdźcie na translatorze. To ja się z wami żegnam. Czekam na komentarze, pomysły, zwymyślania jak okropnie piszę i czytania bloga.
Z poważaniem
Marcy Grace;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz