poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 12 „ χολέρα! Znaleźli mnie! ”

Melanie
Rozdział ten dedykuje mojej przyjaciółce, a zarazem siostrze, która w każdych nawet najcięższych chwilach i jak kończyłam kolejną książkę mnie wspierała. Ten rozdział jest ode mnie dla ciebie Kate ( czy Donia jak kto woli ).
„ I niech los ci sprzyja. ”

Caleb zakrył mi oczy chustką i prowadził mnie przez kręte uliczki Nowego Rzymu. W pewnym momencie poczułam, że weszliśmy do jakiegoś budynku, a po chwili schodziliśmy po schodach. Poczułam szarpnięcie. Caleb ściągnął mi opaskę z oczu.
- Możesz otworzyć oczy! – powiedział, a ja pośpiesznie wykonałam polecenie. Musiałam przez chwilę pomrugać oczami żeby przyzwyczaić się do ostrego światła. Jednak po niecałej minucie zobaczyłam co znajduje się w pomieszczeniu. Pokój podzielony był na dwie części. W części po prawej stał piękny czerwony fortepian, a ściana za była cała pokryta gitarami różnego rodzaju. Po lewej zaś była sala treningowa. Miecze i sztylety oparte były o drewniany stojak, a kołczany ze strzałami i łukami wisiały na ścianie obok. Na środku było wyznaczone pole do trenowania szermierki, a niecałe 20 metrów dalej stały tarcze łucznicze. Za tarczami była ściana wspinaczkowa.
- Część muzyczna jest dźwięko-szczelna przez co Muzykom nie przeszkadzają odgłosy z treningów, a osobom które przyszły potrenować nie przeszkadza muzyka.
- Ale po co mnie tu przyprowadziłeś???
- Po to żebyś mogła poćwiczyć. Widziałem jak skopałaś tyłki tym dzieciakom od Marsa i szkoda będzie stracić taki talent. No i jesteś córką Apolla więc pewnie lubisz muzykę.
- Dzięki.
- Nie ma za co!
- No to chodźmy! Muszę się przebrać.
- A po co?? I po jaką cholerę ja jestem ci potrzebny??
- Po pierwsze nie mam zamiaru ćwiczyć w sukience ( jak się okazało szafa byłą pełna ubrań w moim rozmiarze i guście ) i po drugie potrzebuję kogoś kto by ze mną potrenował.

Kilka godzin później

Siedziałam na szczycie ściany wspinaczkowej i piłam kawę, którą przegryzałam czekoladową muffiną. Caleb siedział obok mnie. Pewnie dziwicie się dlaczego kawa i muf finka. No więc założyłam się z Calebem kto pierwszy dotrze na szczyt. Wygraną była kawa i muffin. No i oczywiście ja wygrałam ale nie byłam taka chamska i podzieliłam się z Calebem. W pewnym momencie gdy chciałam wstać poślizgnęłam się na śliskim kamieniu. Nie zdążyłam się złapać metalowej rurki. Zaczęłam spadać. Krzyczałam. Widziałam jak syn Wulkana zjeżdżał po linie i podbiegł do mnie. Ja natomiast czułam przeszywający ból w lewej ręce i prawej kostce. Przez ten cały czas widziałam co dzieje się wokół mnie. Widziałam jak Caleb wybiegł z Sali treningowej, a po chwili wrócił z ciemnowłosą dziewczyną, która miała tak bladą cerę, że spokojnie mogłaby uchodzić za córkę Hadesa. Jej tęczówki były szare jak metal.
Dziewczyna była szczupła i na oko miała jakieś 1,60 cm. Włosy miała proste jakby dopiero pięć minut temu miały spotkanie z prostownicą.
- Hej!! Melanie?? Słyszysz mnie??
Nie miałam siły mówić więc tylko pokiwałam głową.
- Dobrze. Ja jestem Christina i żebym mogła ci pomóc musisz ze mną współpracować.
Znowu kiwnęłam głową.
- Super, a teraz posłuchaj. Nie zamykaj oczu to po pierwsze, a po drugie…
Nie zdążyła powiedzieć co po drugie, bo do pomieszczenia wpadł… Lukas, a za nim Jonathan Ball we własnej osobie.
~  χολέρα! Znaleźli mnie! – pomyślałam.
- Dobrze, że nadal masz cięty język.
~ O co jej chodzi??
- Potrafię czytać w myślach. – powiedziała do mnie Christina, która aktualnie nastawiała mi ręke.
- Daj mi ją zobaczyć! – usłyszałam wrzask Jace’a.
- To moja siostra!!! Mam prawo wiedzieć co się z nią dzieje!!! – tym razem był to Lukas.
- O nie!! Nie pozwolę wam się do niej zbliżyć!!!
- Aty kim jesteś żeby mi rozkazywać???
- Caleb Embers!! Jestem przyjacielem Mel i aktualnie wiem wszystko o waszej dwójce. Do ciebie Brown nic nie mam ale do twojego towarzysza wręcz przeciwnie.
W ciszy przysłuchiwałam się wymianie zdań pomiędzy chłopakami, aż w końcu nie wytrzymałam.
- Christina pomóż mi wstać. – powiedziałam, a dziewczyna pomogła mi wstać z podłogi. Teraz opierałam się na jej prawym ramieniu i powoli podchodziłyśmy do chłopaków, którzy się tak głośno kłócili, że już na pewno cały Nowy Rzym o tym wie. Jak stanęłyśmy pomiędzy całą trójką krzyknęłam tak głośno na ile wystarczyło mi sił.
- ανάθεμα !! Κλείστε το στόμα σας διότι για μια στιγμή Ολύμπου θα καταρρεύσει από αυτήν την κραυγή !! – jak widać miałam bardzo dużo siły bo mój krzyk przerwał kłótni trzech facetów. – Caleb!! Zostaw nas samych. Ty też Chrissy dam sobie radę. – jak to powiedziałam dwójka Rzymian wyszła z pomieszczenia. – No, a wy co tak stoicie czekam na wyjaśnienia, a w szczególności ty Ball!! Tłumacz się!! Macie szczęście, że mam skręconą rękę i złamaną nogę inaczej jeden z was już by nie żył.
- Mel!! – zaczał.
- Nie nazywaj mnie tak!!
- Melanie! To nie tak jak myślisz! Nic pomiędzy mną, a Lacy nie zaszło!! Lacy jest dla mnie jak siostra!! Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobił.
- Lukas wyjdź!!
- Ale…
- Już!!!!!!!!!!!!!!!!
Mój brat posłusznie wyszedł, a ja zostałam sama z Jonathanem.
- Czyli powiadasz, że pocałunek z Lacy nie miał miejsca i, że ja mam jakieś urojenia??
- Nie mówię, że masz urojenia ale masz rację wydarzenie pomiędzy mną a Lacy nie miało miejsca. Storm pomagała mi znaleźć to… - gdy to powiedział za paska wyciągnął złote pudełeczko i mi je podał. Nie pewnie je otworzyłam ale gdy to zrobiłam w środku zobaczyłam piękną bransoletkę.
Była zrobiona z czarnych rzemyków, a na każdym był przynajmniej jeden srebrny koralik.
- Bransoletka wykrywa potwory. Jest dla ciebie. To nie jest mój prezent przeprosinowy ale jest tak dobrze zrobiony, że pasuje tylko na twoją rękę. Nie oczekuję, że będziesz ją nosić. Jak już wszystko sobie wyjaśniliśmy to lepiej już pójdę. Jak chcesz możesz wrócić do Obozu Herosów ale cię nie zmuszam. Więc żegnaj Melanie Brown. – jak to powiedział odwrócił się i ruszył w stronę schodów, a ja jeszcze przez chwilę stałam jak sparaliżowana lecz… w odpowiedniej chwili się zorientowałam co tracę.
- Jace!!! – krzyknęłam za nim i już chciałam za nim pobiec ale moja kostka na to nie pozwalała na szczęście chłopak się odwrócił w moja stronę i spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. – Zostań proszę!!
Jace podszedł do mnie i chwycił mnie w tali, a ja od dobrych kilku dni poczułam się bezpiecznie. Przybliżyłam moją twarz do jego. Czułam jego ciepły oddech na moich policzkach, a po chwili złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Wierzę ci! – powiedziałam gdy skończyliśmy się całować – I kocham cię!!
- Ja też cię Kocham. – powiedział – Chcesz wrócić do domu?? – zapytał, a ja lekko pokiwałam głową.
- Jest tylko mały problem.
- Jaki??
- Nie mogę chodzić.
- To da się załatwić – powiedział i podniósł mnie jakbym ważyła tyle ile piórko i ruszył w stronę schodów…


No i skończyłam!!! Witam powrotem!! Wiem, że obiecałam wam rozdziały w lipcu ale z powodu, że byłam w Lalinie przez dwa tygodnie nie miałam czasu pisać więc dopiero dzisiaj dorwałam się do kompa. Piszcie czy wam się podobał rozdział i zapraszam do komentowania.
P.S. Chciałabym pozdrowić Veronicę Hunter, która prowadzi niesamowite blogi, a ja bardzo lubię je czytać.

poniedziałek, 25 maja 2015

Post bardzo urodzinowy

- Witam was herosi i heroski, bogowie i boginie!!
- Leo!!!
- Tak Izzy??
- Ruchy!!
- No więc dzisiaj mija dokładnie miesiąc od wstawienia pierwszego posta z czego cała agencja bloggerowa się cieszy.
- Powiedz o wyświetleniach.
- I o pomysłach na Melthan!!
- Thalia, a ty tu po co??
- Po jajco!! Clarisse prosiła mnie żebym cię jak najszybciej zatłukła za same posty organizacyjne i brak rozdziałów!!
- Suppperr!! To, że jeszcze muszę użerać sie z siostrą to jeszcze mam córkę Starego Pioruna na karku!! No pięknie!! A wracając do rozmowy, którą nam bezczelnie przerwano. Licznik wchodzących na bloga z każdą chwilą się zwiększa oraz jest ponad 330 wyświetleń ( Percy skacze z radości ) i chciałbym poinformować was o wysyłaniu pomysłów na podanego w ostatnim Leo Show gmaila.
- Valdez!!!!!
- Ja nie mogę na fatalną walkę Aresa Clarisse mnie znalazła!! Trzymajcie za mnie kciuki żebym wyszedł z tego żywy!!...

Przepraszamy za usterki techniczne. ;)

niedziela, 24 maja 2015

Notka według Leona Valdeza

- Witam bardzo serdecznie w Leo Show!
- Leo nie Baw się mikrofonem tylko zapowiadaj!!
- Dobra Izz!! No więc!! Ekhem:
- Na bogów Leo pośpiesz się bo nie zdąrzymy na koniec świata!
- Okey, okey. No więc Marcy ma bardzo wielkie problemy. Po pierwsze nie ma weny i nie wie jak Jonathan i Melanie mają się spotkać.
- Kocham tą parę!!
- Zamknij się Izz po drugie nie ma komentarzy więc moja szefowa jest załamana i w końcu po trzecie Marcy prosi was o pisanie pomysłów jak mają się zejść nasi bohaterowie. Propozycje proszę wysyłać na gmaila marcygrace451@gmail.com
Najciekawszy pomysł zostanie wykorzystany w rozdziale i rozdział będzie dedykowany właśnie tej osobie.
- Leo szybko koniec świata!!
- To ja sie z wami żegnam. Mówił Leo Valdez wraz Ze swoją siostrą Izzy.



sobota, 23 maja 2015

Rozdział 11 '' Gdzie jesteśmy? "

Melanie

Nie wierzę on nie mógł mi tego zrobić! To nie możliwe. Trudno to już przeszłość tera liczy się przyszłość. Powiedziałam Annabeth co mam zamiar zrobić. Chciałam wrócić do Waszyngtonu. Znaleźć mamę, powiedzieć, że żyję i zabić za ukrywanie tego, że mam brata.
- Ale proszę nie mów nikomu gdzie się wybieram.
- Okey. Ale weź plecak z zapasami. - Ann podała mi czarny plecak.
- W środku znajdziesz ambrozję, nektar, trochę drachm i pieniędzy śmiertelników, sweter i jeszcze pare potrzebnych rzeczy.
- Dzięki.
- I '' pożycz '' też Mrocznego. To pegaz mojego chłopaka Percego.
- Nie pogniewa się??
- Kto?? Glonomóżdżek?? On by się nie pogniewał na swoją dziewczynę, a wracając do tematu Mrocznego. Powiedz mu, że przysyła cię Annabeth i w plecaku znajdziesz cukier jakby nie chciał słuchać.
- Dzięki Ann! - powiedziałam i przytuliłam ją - Nikt nie zrobił dla mnie tak wiele jak ty.
- Ty nie rozczulaj się! Zmykaj będę cię kryć dopóki oni sami się nie domyślą gdzie jesteś.

Jonathan

Stałem na plaży. Z czerwonymi od płaczu oczami.
- I co!!!  - zacząłem wrzeszczeć - Co tak siedzicie na tych swoich czterech literach!!??!! Wogóle się nie przejmujecie tym co się dzieje z waszymi dziećmi!!! Jak tak ma wyglądać życie półboga to ja dziękuję!! Straciłem dziewczynę do której coś czułem przez was. Przez te wasze cholerne spory!! A tak na przykład Atena i Posejdon też się nie lubią a jakoś dali radę wytrzymać w zgodzie dla ich dzieci!! A ja!! Ja mam matkę która nie wiem po co mi jest. Ona kłuci się tylko z Apollem i nawet nie popatrzy w dół!!! Jaka matka tak robi??? Może jesteście bogami ale dobrymi rodzicami nigdy nie będziecie!!
To było ostatnie słowo które powiedziałem i poszedłem do swojego domku się spakować i szukać Melanie.

Melanie

Leciałam nad Białym Domem ( tak udało mi sie przekupić Mrocznego ). Po pięciu minutach wylądowałam na ganku mojego zrujnowanego domu. Mama jak widać nic z tym nie zrobiła i kupiła albo wynajęła jakieś mieszkanie w centrum. Nie miałam innego wyboru musiałam lecieć do babci mojej przyjaciółki. Wtedy zaatakował mnie najdziwniejszy potwór jaki kiedykolwiek widzałam. Był cały czarny a zamiast oczu miał gwiazdy. Na ciele widniały konstelacje. Na moich plecach pojawił się kołczan pełen strzał, a w ręku trzymałam łuk. Napięłam cięciwę i wypuściłam sterzałę. Trafiłam w samo " oko ". Potwór ryknął ale sie nie zmienił sie w ten złoty proszek.
τι στο καλό είναι ένα απαίσιο τέρας;  - powiedziałam sama do siebie. Potwór zaatakował zrobiłam unik, a ta tępa pała walnęła w drzewo. Teraz miałam szansę napięłam cięciwę i wypuściłam strzałę. Trafiłam, a potwór zmienił się kupkę złotego prochu. Jak mój luk i strzały zniknęły obok mnie pojawiła się złota kula. Widziałam tylko jasność jak znowu otworzyłam oczy ( noe wiem kiedy je zamknęłam ) byłam w..... San Francisco. Czekaj!! San Francisco?? Co ja tu robię?? Precież droga z Waszyngtonu do San Francisco trfa 4 godziny samolotem, a ja tu sie znalazłam w niecałą minutę. Co jest z tym moim przeklętym życiem?? Stałam tak z pięć minut i obserwowałam co dzieje sie wokół mnie. Jak po raz 10 się odwracałam o mało nie uderzyłan w stojącą za mną osobę. Chłopak miał około 170 centymetrów, a na przed ramieniu miał wypisany napis SPQR a nad nim płonący młot.
- Ekstra - mruknełam.
- Kim jesteś i dlaczego wyglądasz jak byś zobaczyła ducha??
- Melanie Brown. Córka Apolla. Byłam w Waszyngtonie, a nagle znalazłam się tutaj. A ty?
- Jestem... - nie dokończył bo jego wzrok zatrzymał się na mojej szyji. Popatrzyłam w dół. Na szyji miałam zawieszony naszyjnik z moją broszką. Raczej byłą broszką. Jak widać Europia potrafi zmieniać kształty. - Chodź! - powiedział i pociągną mnie za ramię. Przeszliśmy przez ulicę a Mroczny poszedł za mną. Jak staliśmy pomiędzy tunelami pojawiły się drzwi. Szliśmy ciemnym korytarzem. Na końcu jednak wyszliśmy na polanę. Przed nami wiła się mała rzeka, a za nią widać było jakieś miasto.
- Gdzie my jesteśmy??
- Witaj w Obozie Jupiter  Graeca femi - powiedział.
 - Super! Ale nadal nie powiedziałeś kim jesteś!
- A tak jestem Caleb syn Wulkana. Rzymski odpowiednik Hefajstosa.
- Czekaj! Rzymski?? To znaczy że jest jeszcze jeden obóz dla półbogów??
- Tak!
Szliśmy rozmawiając o moim i jego życiu. Dowiedziałam sie że należy do 3 kochorty i zabiera mnie do pretorów. Do Reyny Arellano i Franka Zhanga. Byliśmy przy namiocie pretorów gdy Mroczny wstawił swój łeb do środka. Usłyszałam głos chłopaka który ze zdziwieniem zapytał. 
- Percy??
Musiałam siłą odciągnąć Mrocznego by Caleb mógł spokojnie wejść do środka.
- Przepraszam, że przeszkadzam ale przyprowadziłem córkę Apolla, która jest...
- Jak się nazywa?? - mowę chłopaka przerwał ostry kobiecy głos.
- Jestem Melanie Brown. Córka Apolla i Smocza Pani. - powiedziałam i weszłam do namiotu.
- Skąd masz tego pegaza?? - zapytała dziewczyna.
- Porzyczyłam od Percego Jacksona.
- Znasz go osobiście?? 
- Nie zdąrzyłam go poznać ale znam jego dziewczynę Annabeth Chase.
- Jak się tutaj zalazłaś??
- No więc... Opowiedziałam całą historię, a Reyna zabrała mnie na przechadzkę po  jak się później dowiedziałam Nowym Rzymie. W pewnym momencie zatrzymałyśmy się przed małym mieszkaniem w wielobarwnym ogrodzie.
- Na razie będziesz mieszkać tutaj. Nie chcę cię przyjmować do obozu z powodu tego, że chłopak przed którym uciekasz na pewno będzie chciał cię odzyskać. Na razie Caleb będzie cię owiedzać i przynosić najnowsze wiadomości. Jak zgłodniejesz wszystko znajdziesz w lodówce.
Podziękowałam i weszłam do tymczasowego domu. Był wspaniały. Dom był dwu piętrowy i bardzo nowoczesny. Znajdował się na skraju lasy i ogrodu Bachusa. Na tyłach był spory taras z basenem.

W środku pokoje były pomalowane w kolorach berzowych. Tylko jeden był czerwono - szary. Tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam, że to właśnie w nim będę spać.

Na biórku stał iMac, a na ścianie wisiała gitara. Rzuciłem plecak na łóżko i zaczęłam wyjmować rzeczy. W środku jak już pewnie wiecie znalzłam czekoladę-ambroję, termos-nektar, pieniądze śmiertelników i złote drachmy, trzy podkoszulki jeszcze z obozu herosów ( teraz to będę się odznaczać ), miętową i czarną bluzę z kapturem, dżinsy i krótkie spodenki oraz czapkę jankesów?? Po rozpakowaniu chciałam zadzwonić do Annabeth przez iryfon. U mnie na zegarku była 6.00 więc u Annabeth jest gdzieś 9.00. I nie zastanawiając się czy ją obudzę wrzuciłam jedną złotą drachmę w tęczę i powiedziałam.
- O Irys bogini tęczy. Przyjmij moją ofiarę i pokarz mi Annabeth Chase. Obóz Herosów.
Obraz zafalował a ja zobaczyłam śpiącą na jakiś planach Annabeth.
- Ann wstawaj! - powiedziałam.
- Hej Melanie! Gdzie jesteś??
- W Obozie Jupiter.
- Co?? Jak ty sie tam znalazłaś??
Opowiedziałam wszystko co mi się zdarzyło i zapytałam o czapkę jankesów.
Annabeth powiedziała mi, że cały mój domek i Łowczynie Artemidy mnie szukają. 
- Co Artemida i Łowczynie?? Cholera!!
- No właśnie!!
- Wedzą gdzie jestem?? 
- Jeszcze nie. Na razie poszukiwania są tylko do okolic Chicago. Ale za jakieś trzy może cztery dni znajdą cię na bank. Uważaj na Jonathana on jest z nimi.
- Dzięki - powiedziałam i zerwałam połączenie. Byłam strasznie głodna więc zrobiłam sobie coś do jedzenia i potem poszłam się ogarnąć.

&&&&&

Spacerowałam po Nowym Rzymie. Dwa razy natknęłam się na dzieci Marsa, które były zadziwiająco natrętne. Pokonałam ich w niecałe pięć minut i poszłam sobie na kawę. Siedziałam sobie w kafejce i myślałam o tym, że Jace zmobilizował też Łowczynie do odnalezienia mnie. Z zamyślień wyrwał mnie głos Caleba.
- Hej jak tam mieszkanie??
- Skąd wiesz?? 
- Reyna mi powiedziała, a teraz gadaj dlaczego jesteś taka nie obecna?? 
- Myślę!
- Acha. Musisz poćwiczyć nad wymówkami bo nawet pięciolatek by ci nie uwierzył. Chodź pokaże ci fajne miejsce.


Hej miśki!! Oto ja!! Hurrrra!! Teraz kilka przepraszam:
Przepraszam, że tak późno,
Przepraszam, że taki krótki,
Przepraszam, że taki gówniany teraz pare tłumaczeń:
 
Graeca femi - greczynka z łaćińskiego
τι στο καλό είναι ένα απαίσιο τέρας; - co to za cholerny potwór?? Ale nie jestem pewna więc jak chcecie to sprawdźcie na translatorze. To ja się z wami żegnam. Czekam na komentarze, pomysły, zwymyślania jak okropnie piszę i czytania bloga.
Z poważaniem
Marcy Grace;)

niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 10 '' Jak on mógł jej to zrobić? ''

Annabeth

Wychodziłam z mojego domku gdy wpadła na mnie dziewczyna z niebieskimi końcówkami.
- Bardzo przepraszam. Nie widziałam cię!
- Spokojnie. Nic się nie stało. Jestem Annabeth Chase grupowa 6 domku. 
- Córka Ateny?
- No. A ty jesteś.
- Melanie Brown.
- To ty jesteś Smoczą Panią?
- Extra! Cały obóz już wie. - mruknęła - Tak to ja.
- Bardzo miło mi cię poznać.
- Mi również. Annabeth??
- Tak?
- Umiesz strzelać z łuku??
- Tak potrafię.
- Mogłabyś pokazać mi jak to się robi?
- No jasne tylko pójdę po łuk i strzały.

$$$$$

- Patrz. Stoisz bokiem do swojego celu, zakładasz strzałę na cięciwę i puszczasz. O tak. - puściłam swoją strzałę - Teraz ty.
Melanie zrobiła wszystko co jej pokazałam ( nawet nie musiałam jej poprawiać ). Dziewczyna puściła swoją strzałę. Strzała utkwiła w samym środku tarczy.
- Aaa...aa..aa.. - zabrakło mi słów. Ta dziewczyna umie strzelać lepiej ode mnie i śmie prosić mnie o pomoc?
- Jak ty to zrobiłaś?
- Sama nie wiem.
- Mówiłaś, że nie potrafisz strzelać!
- Bo nie potrafię! Robię to pierwszy raz!
- Kto jest twoim boskim rodzicem?
- Apollo.
- A to już wszystko jasne dlaczego tak dobrze strzelasz. Po prostu masz to we krwi.
Usłyszałyśmy konchę na kolację.
- Lepiej chodźmy na kolację bo rodzeństwo będzie się o nas martwić.
- I nie tylko. - powiedziałam.
Szłyśmy w stronę pawilonu jadalnego. Gadałyśmy i śmiałyśmy się do rozpuku. Byłyśmy przy pawilonie. Melanie poszła do stołu Apolla gdzie powitano ją uśmiechami. Ja natomiast udałam się do stołu dzieci Ateny. Nałożyłam sobie dwie kanapki z serem i sok pomarańczowy. Gadałam z Malcolmem gdy Percy wstał i powiadomił wszystkich o ognisku. po tym ogłoszeniu obozowicze wrócili do przerwanych rozmów i posiłków. Widziałam jak Melanie śmieje się i rozmawia z rodzeństwem. Po kolacji wszyscy ruszyliśmy w stronę miejsca na ognisko. Już w oddali zobaczyłam Jonathana syna Hestii, który zajmował się rozpalaniem ogniska. Gdy wszyscy obozowicze usiedli na ławkach zaczęło się ognisko. Siedziałam pomiędzy Piper i Percym. W pewnym momencie muzyka i śpiewy ucichły. Wszyscy popatrzyli się w stronę dzieci Apolla. Jedna dziewczyna prowadziła drugą w stronę podium i powiedziała jej coś na ucho. Rozpoznałam ją. Była to Lacy Storm grupowa domku Apolla, a dziewczyna którą postawiła na podeście była Melanie. I nie czekając na dalsze tłumaczenia dlaczego Melanie stoi na podeście muzyka zaczęła grać. Melanie cała blada na twarzy zaczęła śpiewać. Miała piękny głos. Z czasem twarz zaczęła przybierać już odpowiednie kolory, a córka Apolla zaczęła pewniej śpiewać. Wszyscy się świetnie bawili. Po piosence wszyscy zaczęli klaskać i wołać bis, bis, bis. Melanie popatrzyła na swoję rodzeństwo które grało na instrumentach i lekko pokiwała głową. Muzyka zaczęła na nowo grać. Melanie zaśpiewała już znany nam bardzo dobrze kawałek '' Wake me up ''. Po tym utworze zauważyłam, że Melanie zeszła ze sceny i pobiegła w stronę domków. Nigdzie nie widziałam Jonathana i Lacy. Melanie wyraźnie się o nich martwiła więc pobiegła ich poszukać. Nie wiedział co może się stać ale na wszelki wypadek pobiegłam za nią. Jak na tak małą dziewczynę Melanie biegała zadziwiająco szybko. Dogoniłam ją dopiero gdy stała przed drzwiami domku numer 14 i wpatrywała się w to co się działo w środku. W domku całowało się dwoje herosów. Jonathan i Lacy. Melanie stała jakby zobaczyła Meduzę bez swoich okularków. Jej oczy były prawie tak ciemne jak oczy Nica di Angelo, ale przecież Melanie miała złote oczy. Ale w jej oczach widać było tylko złość. Czystą jedną i jedyną złość.
- Melanie! Słyszysz mnie?? Hallo! Ziemia do córki Apolla! - nic nie działało - Patrz Patrick Stump tu idzie!
- Co??? Gdzie??
- Żartowałam! To tylko po to żeby cię obudzić!
- Okey. A teraz czy mogłabyś pożyczyć kartkę papieru i długopis??
- No jasne!!

$$$$$$$

Byłyśmy w moim domku. Melanie pisała coś na kartce. Nikogo nie było, ponieważ ogniska zazwyczaj trwają do północy, a jest dopiero 20.30. Wtedy Melanie zerwała się z miejsca i wybiegła z pokoju. Wyjrzałam za drzwi. Zobaczyłam jak Mel złapała Chrisa i Clarisse na spacerze. Słyszałam ich rozmowę.
- Chris możesz przekazać to twojemu bratu?
- No dobrze, ale o co chodzi?
- Nie twoja sprawa. Proszę tylko, żebyś mu to przekazał.
Powiedziała i wróciła do mojego domku i opowiedziała mi co ma zamiar zrobić.


Jonathan

Byłem w swoim domku i szukałem bardzo ważnego pudełka, w którym była bardzo ważna rzecz. Jak przeszukiwałem szafę z ubraniami do mojego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę! chyba, że jesteś Melanie to ani się waż!!
- To ja.
Do mojego domu weszła Lacy.
- Lacy pomóż mi znaleźć złote pudełeczko.
- Tu leży - powiedziała i podała mi pakunek. Dzięki! Co ja bym bez ciebie zrobił??
Powiedziałem i wybiegłem z pomieszczenia. uszyłem w stronę ogniska. Jak byłem na miejscu i szukałem Melanie ktoś złapał mnie za kurtkę. Instynktownie wyciągnąłem mój miecz, ale za mną stał mój brat Chris.
- Chris!!
- Hej bracie! Ma dla ciebie małą wiadomość. - i podał mi kartkę.
Na kartce słowa napisane były po starogrecku więc nie miałem żadnych problemów z odczytaniem wiadomości.

Drogi Jonathanie,
Nie mogę uwierzyć w to co zobaczyłam,
nie mogę uwierzyć w to co zrobiłeś.
Myślałam, że coś do mnie czujesz,
ale najwyraźniej się myliłam.
Wyjeżdżam jak chcesz możesz powiedzieć wszystkim,
ale wiedz, że nigdy ci nie wybaczę.
Melanie

Jak to przeczytałem. nie mogłem się powstrzymać i ruszyłem w stronę plaży wykrzyczeć bogom co o nich myślę. Przed tym wrzuciłem kartkę do ogniska.

Hej Misiaczki!! Powracam z nowym rozdziałem. Dla nie wiedzących Patrick Stump to wokalista Fall Out Boy. Zachęcam do komentowania, czytania i jeszcze raz komentowania bloga. Do zobaczenia w następnym rozdziale. Będzie się działo!!
Marcy!

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 9 '' Leo zawariował ''


Percy


Usłyszeliśmy wstrząs. Na początku myślałem, że to Sadie użyła swojego ulubionego zaklęcia, ale po minie Cartera wywnioskowałem, że to jest coś gorszego ( widzicie jednak nie mam samych glonów w mózgu ). Pobiegliśmy poszukać dziewczyn. Znaleźliśmy je na schodach.
- Percy! - Annabeth rzuciła mi się na szyję - dzięki Bogom nic ci nie jest!!!
- Hej Ann!! Uspokój się, mi nic nie jest, ale bardziej boję się o Świrusa.
Carter zrobił wielkie oczy i pobiegł przed siebie. Nie mieliśmy nic do stracenia więc pobiegliśmy za nim. Znaleźliśmy go jak stał jak słup soli  i wpatrywał się w wielki statek. Był to oczywiście Argo II.
- Hej Valdez! - zaczęła wrzeszczeć Clarisse - Złaź z Tej łajby bo nie dożyjesz rana.
Ze statku wyłonił się cały umazany sadzą chłopak o ciemnej skórze i kręconych włosach.
- Nie gorączkuj się! Przecież wiesz żebym posłuchał. Hej Percy!
- Hej Leo!
- I jak wam się podoba Argo II??
- Wygląda tak samo jak wtedy gdy pokonaliśmy Gaję. - Odezwała się Piper.
- Tak samo!!! Piper ja cię po prostu zabiję!! Jak możesz mówić, że wszystko jest takie same! Dodałem kilka nowych kajut, dodatkowe łazienki i nową broń w zbrojowni.
- Dobra przyznaję Odwaliłeś kupę świetnej roboty i to w tak krótkim czasie.
- No dzięki za słowo uznania.
- Ej koniec tych pogaduszek. - powiedziałem - Za razie musimy wrócić do obozu, ale trzeba zabrać Sadie i Cartera ze sobą. Mogą nam pomóc z tym całym Meksykiem.
- No dzieciarnia! ładować się na pokład!!
- Zamknij się Valdez! - powiedziała przez zęby Clarisse.

$$$$$$$

Droga minęła nam bez żadnych przeszkód ( odziwo ). Wylądowaliśmy przy bunkrze dziewiątym. W tej samej chwili z bunkra wyszły dwie dziewczyny. Jedna z nich to była Kalipso, którą Leo zabrał z Ogyggi, a druga to zastępczyni Leona, Izzy. Izzy jest wysoką ( jak na swój wiek ), wysportowaną brunetką. Ma 13 lat, a wy obozie jest od urodzenia ( długa historia opowiem kiedy indziej ).
- Hej dziewczyny! - zawołał Leo.
- Wypróbowałeś nową balistę??
- Nie miałem na kim. Potworów jak nie było tak nie ma siostrzyczko. A teraz poznajcie proszę Cartera i Sadie.
- Cześć! A Percy! - teraz zwróciła swoje brązowe oczy i zabrudzoną twarz w moją stronę - Chejron was wzywa do Wielkiego Domu.
- Dzięki Izzy! - powiedziałem i wraz z całą resztą zeszliśmy z pokładu i ruszyliśmy w stronę Wielkiego Domu. Wielu obozowiczów witało nas w tym Chris Ball, który ucieszył się, że jego dziewczyna jest cała i zdrowa. Widziałem minę Cartera i Sadie, którzy nie mogli uwierzyć w to co widzą. W końcu dotarliśmy do Wielkiego Domu. Na werandzie czekała Thalia.
- Hej! Dłużej się nie dało?
- No nie! A co??
- Zaraz zobaczysz, ale na razie widzę, że przyprowadziłeś znajomych.
- Tak! To jest Carter, a to Sadie Kane'owie.
- Hej! - powiedziała Sadie - Niezła kurtka.
- Niezłe buty. Myślę, że się ze sob dogadamy.
- Ja tez tak sądzę.
I obie zaczęły się śmiać jak szalone. Więc nie czekając, aż się uspokoją wszedłem do Wielkiego Domu. Chejron czekał na nas w swoim gabinecie.
- Percy Jackson!
- Dzień dobry Chejronie.
- Jak poszła misja? Czy już coś wiadomo? Kim jest ta dwójka młodych ludzi? I dlaczego na dietetyczną cole Pana D. Thalia się tak śmieje?
- No więc...
Opowiedziałem wszystko Chejronowi co wiedziałem ( od czasu do czasu przerywała mi Annabeth ). Chejron powiadomił mnie o nowej herosce, która jest Smoczą Panią i powiedział też żeby Carter zamieszkał w moim domku przez pewien czas, a Sadie żeby zamieszkała z Thalią i kazał mi powiadomić obozowiczów o ognisku. Po otrzymaniu wskazówek wyszliśmy z Wielkiego Domu. Thalia i Sadie natychmiast poszły do jedynki, Jason i Piper poszli do lasu, Frank i Hazel ruszyli do domku numer 13 żeby przywitać się z Nickiem, a ja poszedłem odprowadzić Ann do jej domku, a potem razem z Carterem poszliśmy do domku numer 3.

$$$$$$$

Siedzieliśmy w moim domku oglądając '' Straszny Film 5 ''. Wtedy do mojego domku wpadł Jason.
- Percy!!! Poratuj kuyna i pozwól mi tutaj pomieszkać dopóki Sadie jest u mojej siostry!!!
Wybuchnęliśmy śmiechem!
- Jest, aż tak źle??
- Znam Sadie i wiem, że umie popalić ale, że aż tak, że chłopak chce mieszkać u kuzyna!! Tego to się nie spodziewałem.
- To co zgadzacie się??
- No jasne! Wchodź! Jest jeszcze jedno wolne łóżko. Chcesz popcorn??
- No oczywiście! Co oglądamy?
- '' Straszny film 5 ''.
- Super.


I wiwat ja!!! Hello Miśki!! Mam nadzieję, że rozdzialik się podobał!!!! Po prostu tak się cieszę, że dodałam ten rozdział. SORRY, ŻE TAK PÓŹNO!!!!!!! Miałam szlaban i dopiero dzisiaj udało mi się dorwać do laptopa. Więc ja się żegnam i czekam na komentarze!!!
Marcy;)

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 8

'' Odzyskuję siostrę ''

Lukas

Miałem mętlik w głowie. Po pierwsze nie wiedziałem gdzie jestem, po drugie moja siostra zginęła w wypadku samochodowym jak miałem osiem lat, a teraz ten chłopak chce mi wmówić, że ta dziewczyna jest moją siostrą??
- Czy mógłbyś zostawić nas samych??
- No jasne - powiedział i przytulił tą dziewczynę i wyszedł.
- Czyli to ty Uratowałeś mi życie.
- Można to tak nazwać, ale nie wiem dlaczego to zrobiłem.
- No dobra to zacznijmy od początku. Ja jestem Melanie Brown, jestem córką Apolla. Jak byłam małą mój brat zachorował na poważną chorobę i nie dało się go już uratować. A ty?
- Ja jestem Lukas Brown. Moja siostra i matka zginęły w wypadku samochodowym. Moja siostra miała niesamowity talent plastyczny jak i muzyczny. Po wypadku jakiś koleś zabrał mnie do rodzinny zastępczej w Huston. To tam uczyłem się i miałem przyjaciół, ale w szkole nie szło mi najlepiej. Mam ADHD i dysleksje.
- Dziwne! Ja pamiętam też, że pewnego dnia mój brat uwielbiał jeździć konno i grać na gitarze. Nawet pewnego dnia poprosił mnie żebym mu narysowała pegaza.
- Poczekaj chwilę! Czy mogłabyś opisać dokładnie tego pegaza?
- No jasne. Pegaz był cały biały z czarną nutą na pysku.
Jak Melanie to powiedziała sięgnąłem po mój plecak z którego wyciągnąłem zeszyt.
- Czy to ten??
Wskazałem pegaza którego tak świetnie opisała moja nowa znajoma.
- Tak to ten!! Tylko skąd ty go wziąłeś??
- Jak ten gość o którym ci mówiłem zabierał mnie z miejsca wypadku dał mi też ten plecak. Powiedział, że znajdę w nim potrzebne mi rzeczy. Jakoś zawsze bałem się otworzyć tan plecak, ale pewnego dnia jak sprzątałem pokój z plecaka wysunął się ten zeszyt. Przekartkowałem go zatrzymałem się na ty obrazku. Wtedy coś w mojej głowie zaczęło mówić, żebym pojechał do Waszyngtonu i ostrzegł cię przed tym potworem.
- Ale był wybuch!!! Myślałam, że nie żyjesz.
- Przez pewien czas też tak myślałem, ale wtedy zobaczyłem, że płomienie mnie nie sięgają.
- AAAAA!!!!
- Hej Melanie co się dzieje??? Aaaa!! - zemdlałem ( chyba ). Bo po kilku minutach otworzylem oczy. Spojrzałem Na Melanie. Była przytomna i się przyglądałam.
- Lukas?
- Mel??
- Na bogów Lukas!! Ty żyjesz.
- Melanie jak ja cię dawno nie widziałem!! - powiedziałem i przytuliłem moją siostrę - Myślałem, że cię więcej nie zobaczę!!
- Ty mi to mówisz!! Jak ten gość cię zabrał to płakałam dobre trzy dni. No a teraz trzeba cię przedstawić reszcie rodzeństwa. Cyba nie myślałeś, że jesteśmy jedynymi dziećmi Apolla!!!

############

Jak myśleliście, że za dziewczyną jest łatwo nadążyć to się grubo myliliście. Za moją siostrą nawet koń wyścigowy by nie nadążył. Melanie ciągnęła mnie przez cały obóz, aż pod sam domek pod którym kłóciły się dwie dziewczyny.
- Lacy! - zawołała moja siostra - O co się znowu kłócicie??
- Powiedz tej córce Aresa żeby odwaliła się ze swoim tępym rodzeństwem od naszych sposobów leczniczych!!!!!!!!
- A wy odwalcie się od zbrojowni. Mamy coraz mniej strzał! Nawet dzieci Hefajstosa już nie nadążają.
- Dość! Lacy to jest mój brat Lukas. Czy mogłabyś zrobić lepsze pierwsze wrażenie??
- Fajnie Mel, że mamy nowego brata ale na razie muszę rozprawić się z tą od Aresa.
Wtedy Melanie już czerwona na twarzy zagwizdała i pojawiła się przed nami dorosła smoczyca.
- To jest moja Smoczyca Europia i jak się nie skupicie to spale was na popiół, a zapewniam to nie jest miłe przeżycie!! Mam już dość tych waszych przeklętych kłótni.
- No dobra - powiedziała Lacy - O co chodzi??
- Po pierwsze Lukas potrzebuje jakiegoś łóżka i po drugie trzeba nauczyć go władać mieczem.
- Więc tak. Percego nie ma. Clarisse też. Więc zostaje nam Jace. On wspaniale włada mieczem ale ma dużo treningów, ale postaram się wcisnąć gdzieś naszego brata.
- A teraz gdy wszystko załatwione. Czy mogę iść spać???


Hej Miśki. I jest rozdział numer 8. Ciesze się, że go wstawiłam i cieszę się o wiele bardziej z tego, że jest ponad 150 wyświetleń za co bardzo wszystkim dziękuję.
Marcy ;)