'' Tajemnica rodzinna, ale nie moja ''
Jonathan
Biegliśmy w stronę tłumu, który zgromadził się wokół czegoś albo kogoś. Jak przebiliśmy się na początek zobaczyliśmy chłopaka leżącego na ziemi. Melanie wrzasnęła i zemdlała. Zabraliśmy ją i tego chłopaka do szpitala. Jak podaliśmy im ambrozję i nektar zaproponowałem, że będę ich pilnować dopóki się nie obudzą. Niestety zasnąłem.
&&&&&&&&
Miałem koszmarny sen. Byłem w moim domu w Nowym Orleanie ktoś zapukał do drzwi. Była to Melanie ale była inna nie miała już tych samych ciepłych, złotych oczu. Teraz były czarne jak smoła.
Za moja księżniczką stał Chris, który miał ten chytry uśmieszek jak chciał kogoś zabić. Zacząłem uciekać ale Chris złapał mnie za nadgarstek. Wtedy chwyciłem stary medalion, który zamienił się w miecz. Nie zdążyłem go użyć bo w tym samym momencie scena się zmieniła. Byłem na Olimpie. Stałem w Wielkiej sali narad, a na środku kłóciły się dwie kobiety. Jedna była bardzo podobna do mnie. Miała te same zielone oczy i czarne włosy związane złotą gumką. Druga zaś miała ten sam wyniosły wyraz twarzy co mój brat.
- Ty jesteś Hestia, a ty Nike.
Gdy to powiedziałem Nike prychnęła śmiechem.
- Wygląda na to, że twój syn nie jest taki tępy jak myslałam.
- Odwal się od mojego syna!!!!!!!!!
- Przepraszam, że przeszkadzam ale mogę wiedzieć po co mnie tu ściągnęłyście????
- Chodzi o to - zaczęła moja, ale nie dokończyła, bo mój kochany brat szturchał mnie za ramię.
- Jace!!!! Wstawaj ty leniu!!! Miałeś ich pilnować, a nie spać!!!
- Już!!! A ty miałeś powiedzieć Clarisse, że zdradzasz ją z Meryl Strep!!!!
- Oh!!! Zamknij się i słuchaj!!!
- Tak jest panie profesorze!!!
- Apollo chce z tobą pogadać, ale najpierw pod prysznic śmierdzisz gorzej niż Haron.
- No Dobra, a popilnujesz tych dwojga?
- No jasne, a teraz pod prysznic i do Apolla. Myślisz że bogowie przyjeżdżają sobie do pana D. na herbatkę??
- No nie! A i jeszcze jedno. Ile ja już ich tutaj '' pilnuję ''??
- Jakieś dwa dni.
- Ile??
- DWA DNI!!! Mam ci to przeliterować??
- Nie dzięki! A teraz pa.
- Pa!
Pobiegłem w stronę domku numer 14. Lubię w nim przebywać. Jest bardzo przestrzenny. Jest duża łazienka, dwa łóżka choć używam tylko jednego i mała kuchnia do tego mam kominek. Jeśli tego nie wiecie w każdym domku czuć inny zapach. U Posejdona czuć zapach oceanu, u Apolla czuć zapach świeżego wiosennego poranku, a u mnie unosi się zapach ogniska. Szybko się umyłem, przebrałem i przejechałem ręką z żelem po włosach. Po tym wszystkim pobiegłem do Wielkiego Domu. Już miałem wchodzić do domu gdy drzwi się otworzyły i wyszedł z nich Apollo.
- O Jonathan!!! Już miałem iść cię szukać.
- Hej Apollinie! O co chodzi??
- O Melanie. Musisz mi obiecać, że się nią zaopiekujesz.
- No oczywiście ale nie tylko po to przybyłeś.
- Prawda - powiedział - Ten chłopak którego znaleźliście to jej brat. Nie pamięta go ponieważ zabrałem go i oddałem rodzinie zastępczej Gdy miał osiem lat. Zmodyfikowałem mu także pamięć ( Melanie też ) ale magia przemija. Dzisiaj mija dokładnie osiem lat od kiedy rzuciłem to zaklęcie i dzisiaj powrócą wszystkie wspomnienia i powróci stary ból który towarzyszył im przy utarcie siebie nawzajem. N początku będą trochę zdezorientowani ale to minie. Lukas ( ten chłopak ) potrafi czytać w myślach, rozmawiać ze smokami, zmuszać ludzi do robienia czegoś za pomocą muzyki. Co do porozumiewania się ze smokami Melanie też to potrafi ale jeszcze się nie dowiedziała. I teraz to wszystko co ci powiedziałem musisz im przekazać. Tylko nie mów im o tym, że potrafią rozmawiać ze smokami chce zobaczyć ich miny.
- Okey! - jak to powiedziałem Apollo rozpłynął się w złotą mgiełkę, a obok mnie pojawił się Chris.
- Obudzili się!!
I nie czekając co ma dalej do powiedzenia mój brat pobiegłem w stronę szpitala
&&&&&&&
Jak dotarłem na miejsce Mel rzuciła mi sie na szyję, a zaraz potem walnęła w ramię.
- A to za co??
- Za to, że cię tutaj nie było tylko twój brat, który.....
Nie dokończyła bo ją pocałowałem.
- Ale sobie znalazłeś sposób na uciszanie mnie!
- Widzisz! A teraz proszę nic nie mów bo mam wam coś do powiedzenia.
- Yyyy... nam?
- Tak wam słuchajcie.
Opowiedziałem im wszystko, a gdy skończyłem Mel o mało co nie spadła z łóżka na szczęście ją złapałem. Wydawała się jakby jej tutaj nie było.
- Co się stało?
- O mało co nie spadłaś z łóżka.
- Dzięki, że mnie złapałeś.
- Nie ma za co.
I to koniec Miśki. Mam nadzieje, że się podobało zachęca do czytania i komentowania bloga!!!
Marcy ;)