poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 12 „ χολέρα! Znaleźli mnie! ”

Melanie
Rozdział ten dedykuje mojej przyjaciółce, a zarazem siostrze, która w każdych nawet najcięższych chwilach i jak kończyłam kolejną książkę mnie wspierała. Ten rozdział jest ode mnie dla ciebie Kate ( czy Donia jak kto woli ).
„ I niech los ci sprzyja. ”

Caleb zakrył mi oczy chustką i prowadził mnie przez kręte uliczki Nowego Rzymu. W pewnym momencie poczułam, że weszliśmy do jakiegoś budynku, a po chwili schodziliśmy po schodach. Poczułam szarpnięcie. Caleb ściągnął mi opaskę z oczu.
- Możesz otworzyć oczy! – powiedział, a ja pośpiesznie wykonałam polecenie. Musiałam przez chwilę pomrugać oczami żeby przyzwyczaić się do ostrego światła. Jednak po niecałej minucie zobaczyłam co znajduje się w pomieszczeniu. Pokój podzielony był na dwie części. W części po prawej stał piękny czerwony fortepian, a ściana za była cała pokryta gitarami różnego rodzaju. Po lewej zaś była sala treningowa. Miecze i sztylety oparte były o drewniany stojak, a kołczany ze strzałami i łukami wisiały na ścianie obok. Na środku było wyznaczone pole do trenowania szermierki, a niecałe 20 metrów dalej stały tarcze łucznicze. Za tarczami była ściana wspinaczkowa.
- Część muzyczna jest dźwięko-szczelna przez co Muzykom nie przeszkadzają odgłosy z treningów, a osobom które przyszły potrenować nie przeszkadza muzyka.
- Ale po co mnie tu przyprowadziłeś???
- Po to żebyś mogła poćwiczyć. Widziałem jak skopałaś tyłki tym dzieciakom od Marsa i szkoda będzie stracić taki talent. No i jesteś córką Apolla więc pewnie lubisz muzykę.
- Dzięki.
- Nie ma za co!
- No to chodźmy! Muszę się przebrać.
- A po co?? I po jaką cholerę ja jestem ci potrzebny??
- Po pierwsze nie mam zamiaru ćwiczyć w sukience ( jak się okazało szafa byłą pełna ubrań w moim rozmiarze i guście ) i po drugie potrzebuję kogoś kto by ze mną potrenował.

Kilka godzin później

Siedziałam na szczycie ściany wspinaczkowej i piłam kawę, którą przegryzałam czekoladową muffiną. Caleb siedział obok mnie. Pewnie dziwicie się dlaczego kawa i muf finka. No więc założyłam się z Calebem kto pierwszy dotrze na szczyt. Wygraną była kawa i muffin. No i oczywiście ja wygrałam ale nie byłam taka chamska i podzieliłam się z Calebem. W pewnym momencie gdy chciałam wstać poślizgnęłam się na śliskim kamieniu. Nie zdążyłam się złapać metalowej rurki. Zaczęłam spadać. Krzyczałam. Widziałam jak syn Wulkana zjeżdżał po linie i podbiegł do mnie. Ja natomiast czułam przeszywający ból w lewej ręce i prawej kostce. Przez ten cały czas widziałam co dzieje się wokół mnie. Widziałam jak Caleb wybiegł z Sali treningowej, a po chwili wrócił z ciemnowłosą dziewczyną, która miała tak bladą cerę, że spokojnie mogłaby uchodzić za córkę Hadesa. Jej tęczówki były szare jak metal.
Dziewczyna była szczupła i na oko miała jakieś 1,60 cm. Włosy miała proste jakby dopiero pięć minut temu miały spotkanie z prostownicą.
- Hej!! Melanie?? Słyszysz mnie??
Nie miałam siły mówić więc tylko pokiwałam głową.
- Dobrze. Ja jestem Christina i żebym mogła ci pomóc musisz ze mną współpracować.
Znowu kiwnęłam głową.
- Super, a teraz posłuchaj. Nie zamykaj oczu to po pierwsze, a po drugie…
Nie zdążyła powiedzieć co po drugie, bo do pomieszczenia wpadł… Lukas, a za nim Jonathan Ball we własnej osobie.
~  χολέρα! Znaleźli mnie! – pomyślałam.
- Dobrze, że nadal masz cięty język.
~ O co jej chodzi??
- Potrafię czytać w myślach. – powiedziała do mnie Christina, która aktualnie nastawiała mi ręke.
- Daj mi ją zobaczyć! – usłyszałam wrzask Jace’a.
- To moja siostra!!! Mam prawo wiedzieć co się z nią dzieje!!! – tym razem był to Lukas.
- O nie!! Nie pozwolę wam się do niej zbliżyć!!!
- Aty kim jesteś żeby mi rozkazywać???
- Caleb Embers!! Jestem przyjacielem Mel i aktualnie wiem wszystko o waszej dwójce. Do ciebie Brown nic nie mam ale do twojego towarzysza wręcz przeciwnie.
W ciszy przysłuchiwałam się wymianie zdań pomiędzy chłopakami, aż w końcu nie wytrzymałam.
- Christina pomóż mi wstać. – powiedziałam, a dziewczyna pomogła mi wstać z podłogi. Teraz opierałam się na jej prawym ramieniu i powoli podchodziłyśmy do chłopaków, którzy się tak głośno kłócili, że już na pewno cały Nowy Rzym o tym wie. Jak stanęłyśmy pomiędzy całą trójką krzyknęłam tak głośno na ile wystarczyło mi sił.
- ανάθεμα !! Κλείστε το στόμα σας διότι για μια στιγμή Ολύμπου θα καταρρεύσει από αυτήν την κραυγή !! – jak widać miałam bardzo dużo siły bo mój krzyk przerwał kłótni trzech facetów. – Caleb!! Zostaw nas samych. Ty też Chrissy dam sobie radę. – jak to powiedziałam dwójka Rzymian wyszła z pomieszczenia. – No, a wy co tak stoicie czekam na wyjaśnienia, a w szczególności ty Ball!! Tłumacz się!! Macie szczęście, że mam skręconą rękę i złamaną nogę inaczej jeden z was już by nie żył.
- Mel!! – zaczał.
- Nie nazywaj mnie tak!!
- Melanie! To nie tak jak myślisz! Nic pomiędzy mną, a Lacy nie zaszło!! Lacy jest dla mnie jak siostra!! Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobił.
- Lukas wyjdź!!
- Ale…
- Już!!!!!!!!!!!!!!!!
Mój brat posłusznie wyszedł, a ja zostałam sama z Jonathanem.
- Czyli powiadasz, że pocałunek z Lacy nie miał miejsca i, że ja mam jakieś urojenia??
- Nie mówię, że masz urojenia ale masz rację wydarzenie pomiędzy mną a Lacy nie miało miejsca. Storm pomagała mi znaleźć to… - gdy to powiedział za paska wyciągnął złote pudełeczko i mi je podał. Nie pewnie je otworzyłam ale gdy to zrobiłam w środku zobaczyłam piękną bransoletkę.
Była zrobiona z czarnych rzemyków, a na każdym był przynajmniej jeden srebrny koralik.
- Bransoletka wykrywa potwory. Jest dla ciebie. To nie jest mój prezent przeprosinowy ale jest tak dobrze zrobiony, że pasuje tylko na twoją rękę. Nie oczekuję, że będziesz ją nosić. Jak już wszystko sobie wyjaśniliśmy to lepiej już pójdę. Jak chcesz możesz wrócić do Obozu Herosów ale cię nie zmuszam. Więc żegnaj Melanie Brown. – jak to powiedział odwrócił się i ruszył w stronę schodów, a ja jeszcze przez chwilę stałam jak sparaliżowana lecz… w odpowiedniej chwili się zorientowałam co tracę.
- Jace!!! – krzyknęłam za nim i już chciałam za nim pobiec ale moja kostka na to nie pozwalała na szczęście chłopak się odwrócił w moja stronę i spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. – Zostań proszę!!
Jace podszedł do mnie i chwycił mnie w tali, a ja od dobrych kilku dni poczułam się bezpiecznie. Przybliżyłam moją twarz do jego. Czułam jego ciepły oddech na moich policzkach, a po chwili złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
- Wierzę ci! – powiedziałam gdy skończyliśmy się całować – I kocham cię!!
- Ja też cię Kocham. – powiedział – Chcesz wrócić do domu?? – zapytał, a ja lekko pokiwałam głową.
- Jest tylko mały problem.
- Jaki??
- Nie mogę chodzić.
- To da się załatwić – powiedział i podniósł mnie jakbym ważyła tyle ile piórko i ruszył w stronę schodów…


No i skończyłam!!! Witam powrotem!! Wiem, że obiecałam wam rozdziały w lipcu ale z powodu, że byłam w Lalinie przez dwa tygodnie nie miałam czasu pisać więc dopiero dzisiaj dorwałam się do kompa. Piszcie czy wam się podobał rozdział i zapraszam do komentowania.
P.S. Chciałabym pozdrowić Veronicę Hunter, która prowadzi niesamowite blogi, a ja bardzo lubię je czytać.

3 komentarze:

  1. Będziesz kontynułować tego bloga?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nwm... może. Nie wiem czy jest sens😀 Jak sens będzie to oczywiście wznowie pisanie ale aktualnie tego sensu nie ma więc trudno😥 Jak chcesz to możesz napisać co sądzisz o blogu😁😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D mi się podoba i czekam na next ;D

      Usuń